Rozmiar: 52015 bajtów

Faith No More - "The Real Thing"

Zmiany wokalistów nie zawsze wychodziły zespołom rockowym na dobre, jednak w tym przypadku wyrzucenie Chucka Mosely'a z Faith No More i zastąpienie miejsca wokalisty przez Mike Pattona okazało się czynem zbawiennym zarówno dla kapeli jak i dla całego świata muzycznego.

Połączenie niesamowitej ilości stylów muzycznych jak i genialny głos Pattona sprawił, że The real thing jest płytą nietuzinkową. To w jej przypadku można stwierdzić, iż nie trzeba dużo czasu by stworzyć coś na miarę arcydzieła. Nagrana w niecałe pół roku płyta okazała się strzałem w dziesiątkę i przepustką do kariery dla zespołu.

Łączenie różnych nie pasujących ze sobą rodzajów muzyki od zawsze było cechą charakterystyczną dla Faith No More. Z tego też powodu słuchając The real thing możemy odnaleźć elementy funkowe, rap a nawet muzykę klasyczną razem scalone i zmieszane z iście thrashowym zacięciem, ciężkimi riffami i "śpiewem Pattona". Hitowe kawałki takie jak "Epic" czy "Falling to Pieces" do dziś budzą w wielu osobach euforię i podniecenie.

Każdy kawałek z płyty opowiada inną historię. Chociażby w Edge of the word przedstawiony jest podtatusiały mężczyzna, który uwodzi młodszą od siebie o 40 lat panienkę - tekst kawałka zdecydowanie dowodzi o obleśnym poczuciu humoru Pattona. Swoje miejsce na płycie znalazł również świetny cover zespołu Black Sabbath - War pigs.

"The Real Thing" jest pierwszą płytą ukazującą możliwości Pattona jak i całego Faith No More i Jak widać po przesłuchaniu jej, możliwości te są kolosalne. Umiejętność dopasowania się do nastroju i różnorodności stylów świadczyć może tylko o tym, że kapela ta od samego początku była wyjątkowa i trzymała klasę we wszystkim, co tworzyła.

Kiedy dowiedziałam się, że grupa Faith No More zdecydowała się zakończyć swoje istnienie, przyznaję, że zmartwiłam się nie na żarty. W końcu był to zespół od zawsze towarzyszący mojej egzystencji na świecie, który był dla mnie ikoną muzyki rockowej. Sam Mike Patton i jego głos zawsze wywierał na mnie tak ogromne wrażenie, że na jego dźwięk coś przewracało mi się w żołądku i czułam dziwne upojenie. Najznakomitszym wydawnictwem Faith No More moim przekonaniu pozostaje "Angel Dust". Nie będę kłamała pisząc, że kiedy FNM wydał tą płytę wszyscy byli zarówno zachwyceni jak i wstrząśnieńci tym, co znalazło się na tej płycie. Mimo, że członkowie zespołu zachwalali każdy materiał, to osobiście uważam, że to na tej płycie zbiegły się idealnie drogi utalentowanych muzyków i stworzyły niezwykły rockowy miszmasz. Czego na tej płycie nie ma? Schizofreniczne rytmy, pokręcone gitary no i przede wszystkim fantastyczna maniera wokalna Mike`a Pattona. Pomysłowe, lekko zakręcone "Be Aggressive" z chórkiem cheerleaders w tle; leniwe, opatrzone ironicznym tekstem "RV" lub urzekająca, balladowa "Easy" z repertuaru Lionela Richie. Jeżeli pragniesz uciec od schematów mocnego grania na "Angel Dust" znajdziesz muzykę zaskakującą, niekonwencjonalną i w odpowiedni sposób przebojową, lub nawet jak niektórzy twierdzą popową - A small victory.

Pomimo znacznie mniejszej sprzedaży niż "The Real Thing" obecnych jest wiele opinii ze to właśnie Angel dust jest najlepszym krążkiem Faith No More tak, więc nie ważne, kto i co powie o tej płycie i tak pozostanie ona kultowa!

autor: P

<< Powrót



Copyright © 2004-2005 by GaCiE
www.mikepatton.neostrada.pl All Rights Reserved