Rozmiar: 52015 bajtów

Mike Patton: Złodziej, alfons, podglądacz... - artykuł bardzo subiektywny

Podobno muzyka umiera. Podobno wszystko już zostało zagrane i sprzedane, a wszystkie ładnie opakowane "nowości" zalegające na półkach sklepów płytowych pochodzą w rzeczywistości z drugiej ręki. Tak przynajmniej twierdzą malkontenci.

Cóż, w naturze ludzkiej leży narzekać na całe zło tego świata, a głoszenie powolnego umierania wszystkiego, co dobre, jest w modzie od wielu sezonów. Telewizja zabija uczucia. Internet zabija umiejętność komunikacji. Show - business zabija muzykę. Jako zakochana w życiu hedonistka uważam, że niezdrowo jest skupiać zbyt wiele uwagi na umieraniu. Myślę, że o wiele więcej korzyści przynosi światu poświęcanie uwagi temu, co żywe. Dlatego mam uszy szeroko otwarte i bez przerwy nasłuchuję w oczekiwaniu na całkiem nowe przejawy życia. I mam dla Was, Drodzy Czytelnicy, wieści pomyślne: MUZYKA ŻYJE. I MA SIĘ BARDZO DOBRZE.

Są wciąż na tym świecie artyści, którzy potrafią osiągnąć sukces komercyjny zachowując autentyczność i szczerość ekspresji. Są również tacy, którzy potrafią podejść do owego sukcesu z dystansem i nie boją się w odpowiednim momencie usunąć się na drugi plan, aby, z dala od blasku jupiterów, skoncentrować się na pracy twórczej i na artystycznym samodoskonaleniu. "Jeśli muzyka umiera, to zabijają ją muzycy", napisał Mike Patton, niegdyś frontman Faith No More, jeden z najbardziej utalentowanych wokalistów i najbardziej płodnych twórców naszych czasów.

"...Jesteśmy tak samo odpowiedzialni, jak cała reszta, choć nie chcemy się do tego przyznać. Atakujemy "przemysł", winą za naszą gównianą muzykę obarczając wielkie korporacje. Ale to my jesteśmy jej twórcami." Chwalebna jest artystyczna świadomość i odpowiedzialność, jaką wyrażają powyższe słowa. A każdy, kto miał okazję zapoznać się bliżej z rozległą twórczością Mike'a Pattona, wie, że nie są to słowa rzucane na wiatr. Patton rozpoczął podbój muzycznego świata w wieku lat dwudziestu jeden, kiedy to wyrapował dla "Epic" miejsce w czołówce list przebojów. W wieku lat dwudziestu trzech wydał ze swoim macierzystym zespołem Mr Bungle płytę, której dojrzałości mógłby pozazdrościć niejeden stary wyga. Dziś, w wieku lat trzydziestu sześciu, mógłby być trupem, narkomanem albo pedofilem. Mógłby zbijać bąki rozparty w fotelu z lamparciej skóry i wdychać nieświeży zapach własnego sukcesu, kontrolnie wydając co dwa lata płyty pod tytułem "Greatest Hits".

Ale... to po prostu nie byłoby w jego stylu. Trudno właściwie określić, co jest "w stylu" Mike Pattona. Jego barwna muzyczna osobowość byłaby z pewnością świetnym tematem obszernej pracy naukowej. Mój pomysł ujęcia zagadnienia w jednostronicowym artykule dowodzi, że albo poważnie przeceniam swoje dziennikarskie umiejętności, albo postradałam zmysły. Skoro jednak podjęłam się tego wyzwania, nie pozostaje mi nic innego, jak iść za ciosem. Jak mawiała jedna z moich nauczycielek z liceum, "jak głupio, to konsekwentnie". Swoją drogą słowa "jak głupio, to konsekwentnie" całkiem trafnie opisują twórczość naszego bohatera. Z gracją łącząc amerykańskie zamiłowanie do analno-genitalnych żartów z iście brytyjskim cynizmem, przeplatając tanie wulgaryzmy poezją najwyższych lotów, Patton wyniósł groteskę na artystyczne wyżyny. Być może najlepiej znany światu jako "człowiek o tysiącu głosów", który płynnie przechodzi od growlu do kobiecych wokaliz, od głębokiego, ciepłego barytonu do nosowego falsetu, jest Mike również wytrawnym kompozytorem i aranżerem. Nieprzewidywalność jego kompozycji przyprawia o zawrót głowy. Kpiąc sobie z jakichkolwiek prób klasyfikacji jego twórczości, Patton łączy death - metal z jazzem, funk z hip - hopem, popową melodyjność z zamiłowaniem do dysonansów godnym wielkich mistrzów dwudziestowiecznej muzyki poważnej. "W moralnej hierarchii naszego społeczeństwa zajmujemy pozycję podobną złodziejom, alfonsom czy podglądaczom", pisze Mike o zawodzie muzyka. I przyznać mu trzeba, że stosuje się do tej maksymy z imponującą konsekwencją. Z elegancją i wdziękiem godnym staromodnego ojca chrzestnego włoskiej mafii, Patton okrada z inspiracji Szostakowicza w równym stopniu, co Barry'ego White'a, za sprawą swojej niezwykłej charyzmy pozostając całkowicie bezkarnym. Można odnieść wrażenie, że ma on na swoich usługach cały potężny muzyczny świat, z którego kpi sobie nieustannie, a który wciąż pozostaje wobec niego lojalny. Dziwna schizofrenia, cechująca zarówno dobrych przestępców jak i dobrych artystów, pozwala Mike'owi, drwiącemu sobie z Muzy i poniewierającemu ją bezustannie, okazywać jej jednocześnie zadziwiający szacunek i pokorę. Szacunek i pokorę, za które owa Muza hojnie mu odpłaca... Fascynującym jest, że człowiek obdarzony tak słusznych rozmiarów ego, potrafi tak dalece zatracać się w pracy twórczej i z takim oddaniem szlifować swój artystyczny warsztat. Od Faith No More do Fantomasa, od Mr Bungle do Tomahawka, od współpracy z Johnem Zornem po udział w nagraniach Dillinger Escape Plan, gnany niewyczerpanym jak się zdaje natchnieniem, Patton pędzi od projektu do projektu, nie pozwalając sobie ani na chwilę bezczynności. Czy aby nie przesadzam, deifikując w ten sposób naszego bohatera?

Stanowczo przesadzam. I sam Patton, spokojny Amerykanin z małej miejscowości, odziany w T-shirt i adidasy i wcinający na lunch pączki zakupione na stacji benzynowej, śmiał by się pewnie do rozpuku, czytając te słowa. Biorąc bowiem pod uwagę jego szyderczy stosunek nie tylko do całej rzeczywistości, ale i do siebie samego, spodziewać się można, że tego typu próby deifikacji wywołują ironiczny uśmiech na jego niepięknej twarzy. ?Z czego jestem najbardziej dumny? - zastanawia się, nagabywany przez dziennikarzy - Stary, będziesz musiał zapytać mnie o to, kiedy będę miał sześćdziesiąt lat. Nie czas teraz na bycie dumnym. Jestem w samym środku zbyt wielu rzeczy, niezdrowo byłoby stawać teraz na piedestale, spoglądać w dół i oceniać: Hm... to było dobre, a to złe. Nie wiem, ty mi powiedz. Ja tu tylko pracuję, stary." Cóż, taki już urok bycia artystą, że choćby sam miał on dużo lepsze rzeczy do roboty, zawsze znajdzie się ktoś, kto postawi go na piedestale i, spoglądając nań z dołu, wyolbrzymiał będzie jego talent i zasługi. Całkiem niedawno rozmawiałam z pewnym kolegą po fachu. Dyskutowaliśmy żywo na temat obiektywizmu w dziennikarstwie muzycznym. Mój rozmówca twierdził, że obiektywizm taki jest niemożliwy, ja jednak upierałam się, że moje artykuły są obiektywne, piszę bowiem dla radości pisania, muzykę traktując jedynie jako wdzięczny temat pozwalający na ciekawe eksperymenty ze słowem.

Tym razem jednak muszę przyznać się do oszustwa. Powyższy artykuł jest bowiem jak najbardziej subiektywny. Jest on owocem nie tyle miłości do pisania, co miłości do Pattona. Sama będąc młodym, ambitnym i chronicznie sfrustrowanym muzykiem, często staję na krawędzi szaleństwa, próbując odnaleźć się w tej bądź co bądź mało przychylnej muzykom rzeczywistości. I to postaci takie właśnie, jak Mike Patton i jemu podobni, sprawiają, że jeszcze całkowicie nie zbzikowałam. Zgodnie więc z ich własnymi zaleceniami, podglądam ich i szpieguję bez ustanku, podkradając im tyle inspiracji i twórczej energii, ile tylko możliwe. Póki co, niewiele mogę zrobić w podzięce za tę inspirację. Niech więc ten artykuł będzie swoistym hołdem złożonym człowiekowi, który w tym właśnie momencie mojego życia ma ogromny wpływ na mój twórczy rozwój. To by się pewnie Mike'owi spodobało. "Początkujący i doświadczeni muzycy powinni odnajdywać się wzajemnie i wzajemnie się wykorzystywać", pisze Patton. "Powinni dzielić się ze sobą swoim brudem i nauczyć się chodzić w pożyczonych od siebie maskach. W tym środowisku wydarzyć się mogą niesłychane rzeczy. Narodzić się może muzyka potężna i osobista zarazem. Muzyka zagmatwana poprzez to, co sprzeczne i niemożliwe. I to właśnie to gówno może pokonać grawitację." Dzięki, Mike, za cenną lekcję latania. Myślę, że warto, żeby wszyscy twórcy, starzy i młodzi, wzięli ją sobie do serca. A wtedy muzyka żyć będzie długo i szczęśliwie.

Autor: Tylda Ciołkosz
Źródło: Metal Hammer / http://muzyka.onet.pl

<< Powrót



Copyright © 2004-2005 by GaCiE
www.mikepatton.neostrada.pl All Rights Reserved