Rozmiar: 52015 bajtów

Wywiad z Pattonem przed koncertem Fantômas'a w Warszawie
Mike Patton
"Im więcej amunicji, tym lepiej"



Fantomas, projekt Mike'a Pattona, w którym obok niego grają Dave Lombardo (Slayer), Buzz Osbourne (Melvins) i Trevor Dunn (Mr. Bungle), 9 maja dał w warszawskiej Stodole jedyny koncert w Europie Środkowej. Już dzisiaj można śmiało powiedzieć, że było to jedno z największych wydarzeń koncertowych tego roku w naszym kraju.
Na kilka godzin przed występem udało nam się spotkać i porozmawiać z Mike'm Pattonem, niegdyś mózgiem Faith No More a dziś m.in. Fantomasa. Podeszliśmy do niego niemalże z czcią i nabożeństwem. On tymczasem okazał się być po prostu przesympatycznym człowiekiem, nieskażonym obsesją wielkości. Nasz pieczołowicie zaplanowany wywiad bardzo szybko zamienił się w luźną acz treściwą rozmowę, podczas której nie tylko my zadawaliśmy pytania.

Czy wiesz kto grał postać Fantomasa w filmie?

Mike Patton: We francuskich filmach?

Tak.

Jean Marais.

Ile odcinków tej serii widziałeś?

Nie wiem. Mam zestaw DVD, który składa się chyba z czterech filmów. Mam też trzy albo cztery filmy na kasetach VHS. Także widziałem kilka. Czytałem również kilka komiksów. Widzieliście je? Czy można je wszystkie tutaj kupić?

Bardzo ciężko je dostać...

Ciężko? Aha... Mój zestaw DVD kupiłem we Francji. Jest piękny. To duże pudło. Świetne.

Z napisami?

Nie, ale jest OK. Można się domyślić o co chodzi. Łatwo za tym nadążyć. [śmiech]

Czy zgodzisz się z twierdzeniem, że w Stanach nie jesteście aż tak bardzo popularni jako zespół jak tu, w Europie?

Nie wiem. Chyba równie mocno. W Europie i w Stanach gramy w salach o takiej samej wielkości. Tam sprzedaliśmy jednak więcej płyt. Ale jeśli chodzi o frekwencję na koncertach to powiedziałbym, że jest mniej więcej tak samo. Ta muzyka może bowiem trafić maksymalnie tylko do tak licznej grupy słuchaczy. To, co robimy jako Fantomas nigdy nie będzie...

Wielkie?

Tak. Gigantyczne.

Jesteś zaangażowany w tak wiele projektów, prowadzisz wytwórnię płytową. Masz jeszcze czas na słuchanie muzyki?

Oczywiście. To moja praca jako kogoś, kto prowadzi wytwórnię, ale też jako muzyka. Im więcej słuchasz, tym więcej masz amunicji, więcej informacji. Muszę to robić. Dlatego, tak, słucham muzyki cały czas. To może nie są wszystko zespoły rockowe albo bieżące rzeczy pop'owe, ale zawsze słucham tych rzeczy, z których mogę się uczyć.

Czy w takim razie tylko ty decydujesz o tym, kto zostanie wydany przez wytwórnię Ipecac?

Nie. Mam wspólnika i decydujemy razem. Ale to moim głównym zadaniem jest decydowanie się na to, co będziemy robić... W przeszłości było to trudne bo... wiecie... ciężko było znaleźć... z jakiegoś powodu ciężko było znaleźć rzeczy, które moglibyśmy wydać. Teraz mamy ich za dużo. O wiele za dużo. I muszę często mówić ludziom "nie", a do tego nie jestem przyzwyczajony.

Jakie są wasze kolejne plany wydawnicze?

Wydajemy nową płytę Melvins, dopiero co wydaliśmy płytę gościa, który nazywa się End. - jest naprawdę niesamowity, niemiecką grupę Bohren & Der Club Of Gore, której płyta dopiero co wyszła, nową płytę Isis, nową płytę Dälek, kilka moich projektów... To całkiem sporo żeby zdążyć przed nowym rokiem.
Jak nagrywaliście "Delirium Cordia"? Jako w stu procentach jeden utwór?...

Nie. Jako różne ścieżki.

Na żywo?

Na tej płycie jest tylko sześć albo siedem fragmentów dla całego zespołu, więc większość z tego nagrałem w domu sam, a później tylko nałożyłem na to kolesi. Nagrywaliśmy to w małych kawałkach, a ja to wszystko później zszyłem w studio.

Dlaczego nie poindeksowaliście tych ścieżek? Dlaczego to jest tylko...

Chciałem żeby to było jak jeden, długi posiłek, w czasie którego nie możesz sobie zrobić przerwy na papierosa. Nie możesz odejść - musisz zostać. [śmiech]

Co w takim razie powiesz tym fanom Fantomasa, którzy lubią z tego np. tylko jeden fragment i żeby go posłuchać muszą go przewijać?

Ciężka sprawa. It's a fuck-you-world! A my w tym żyjemy. [śmiech]

Czy należy się spodziewać w niedługim czasie kolejnej części tego albumu?
Kolejnej części?

Chodzą pogłoski, że ma być kontynuacja tego...

O nie, nie! Nagraliśmy dwie płyty na raz, ale to nie ma nic wspólnego z tym, o czym mówicie. To są dwie, kompletnie odrębne płyty. Następna ukaże się na początku 2005 roku.

Kino i filmy są ciągle obecne w muzyce Fantomasa. Czy widziałeś ostatnio jakiś film, który szczególnie cię poruszył?

Widziałem ten film pt. "Nieodwracalne". To był duży szok. Bardzo mi się podobało jak nakręcili to wszystko odwrotnie. Widzieliście ten film?

Tak.

Jest w nim też świetna scena gwałtu.

Wstrząsająca.

Tak. Sposób w jaki to nakręcili... Jezu! Ciężkie, ale dobre.

A czy jakiś motyw muzyczny z filmu, który ostatnio widziałeś zainspirował cię w jakiś sposób?

Z ostatnich rzeczy? Pozwól mi pomyśleć. Na nieszczęście teraz muzyka filmowa stała się bardziej czymś w rodzaju przemysłu. Ludzie odpowiedzialni za muzykę w filmie starają się sprzedać kompilacje z muzyką rockową albo hip-hopem. Nie robią już muzyki filmowej. To dołujące. Jest kilku ludzi, którzy to robią, ale chłopie, jak sam widzisz miotam się żeby sobie choć jednego z nich przypomnieć. Większość muzyki filmowej, której słucham jest z lat 60. To smutne, ale... Myślę, że ostatnią rzeczą, którą słyszałem i podobała mi się była muzyka do "Requiem dla snu" Cronos Quartet. To było fajne. Dj Shadow zrobił też fajną muzykę do "Dark Days". To jest film dokumentalny o ludziach, którzy żyją w metrze w Nowym Jorku. On zrobił całą muzykę i jest ona naprawdę bardzo, bardzo dobra.

Powiedz nam jak przygotowywaliście "Millenium Monsterwork"? Czy była to impreza jednorazowa czy można się spodziewać kolejnej edycji tego wydarzenia?

Chcemy ruszyć z tym w trasę bo to naprawdę jest dobra zabawa. To nie fair mieć tyle dźwięków płynących ze sceny! [śmiech] Dlatego tak nam się to podoba. Myśleliśmy o tym jako o jednorazowym wydarzeniu, ale było tak dobrze, że zaczęliśmy myśleć o zrobieniu trasy koncertowej, oczywiście nagraliśmy to i wydaliśmy na płycie. Chciałbym jednak zachować to bardziej jako wydarzenie specjalne niż długotrwały projekt. Wiecie, co rok czy co dwa lata możemy wyciągać to na specjalne okazje. Fajnie jest mieć coś takiego w tylnej kieszeni.

W Fantomasie nie śpiewasz tekstów. Za to na "Director's Cut" śpiewasz słowa do muzyki, która wcześniej słów nie miała. To dosyć przewrotne.

Uhm.

Czy należy spodziewać się w tym względzie jakiejś zmiany?

Chodzi wam o to czy mam plany żeby pisać teksty do tego, co gramy? Nie, nie mam takich planów. Wiecie, w końcu będzie przyjemnie spróbować śpiewania tekstów, ale chyba zostawię to sobie na popową płytę. To będzie prawdopodobnie za cztery, pięć płyt. Ciągle mam wiele innych rzeczy do zrobienia. Chcę nagrać płytę akustyczną, elektroniczną, kolejna byłaby płytą z muzyką dla dzieci i jest jeszcze jedna w planach, na której wszyscy komponujemy muzykę. Może zrobię płytę z improwizacjami? Kiedy masz przy sobie takich kolesi to wszystko jest naprawdę świetną zabawą bo oni mogą zrobić to wszystko, co sobie wymyślisz. Chcę ich wykorzystać w każdy możliwy sposób. Fajnie jest myśleć o tych wszystkich możliwościach bo - jak mówię - kiedy masz przy sobie całą tę broń to mówisz sobie: "Mogę ruszać na bitwę każdego dnia!" Tak jest z nimi. Myślę, że to byłaby niezła zabawa spróbować tego wszystkiego.

Czy wszyscy mieszkacie blisko siebie?

Raczej nie. [śmiech] Dwóch w LA, ja mieszkam w San Francisco, a Trevor mieszka w Nowym Jorku.

Czy to prawda, że pierwszą płytę zrobiłeś całkowicie sam, a dopiero potem zacząłeś gromadzić wokół siebie innych muzyków i ruszyłeś dalej z tym projektem?

Raczej tak. Większość płyt robię w ten sposób. Zwłaszcza z tym zespołem. Piszę wszystko sam. Nie jestem wykształconym muzykiem i nie zapisuję tego na papierze, więc raczej studio jest moim szkicownikiem. Wchodzę do studia i piszę większość rzeczy, a potem nagrywam to na taśmę. Czasem to wcale nie jest fajne, surowe, niestaranne i zawstydzające. Później daję to muzykom, którym ufam i oni mówią mi: „No dobra...” albo ignorują to, choć to jest to, co chcę im pokazać. W ten sposób komunikuję się z nimi na temat tego, co robię. Tak, w większości przygotowuję całą płytę sam i razem ruszamy dopiero od tego momentu.

Czy w takiej sytuacji demokracja w zespole jest możliwa i ile w tym ciebie?

Jest możliwa, ale to nie jest tym, co napędza ten zespół. To jest jednoosobowa wizja i tak naprawdę to ja idę ścieżką rostrzygnięć. Zbyt wiele opinii mogłoby być niebezpieczne. Muzyka jest i tak wystarczająco skomplikowana i szalona. Jest i tak ciężko zrobić ją jak należy, więc na tym etapie, rzeczy, które gramy teraz, robimy w sposób, w który powinny być zrobione. I nikt nie ma nic przeciwko temu. To jest sposób w jaki to wszystko zaczęliśmy i nie chcemy burzyć tej chemicznej równowagi bo póki co - to działa.

Czy gracie covery innych zespołów podczas koncertów Fantomasa?

Czasami tak. Gramy oczywiście rzeczy z "Director's Cut" plus kilka innych.

Slayer?

O tak! Dawno tego nie graliśmy. Graliśmy kiedyś taki "Slayer medley". [śmiech]

Jakie w takim razie gracie inne covery?

Co jeszcze graliśmy? Ala Greena, T. Rex, gramy... właściwie nigdy tego nie graliśmy, ale zaaranżowałem dla nas kawałek Van Halen...

Ale nie na koncerty?

O nie, po prostu jeszcze nie nauczyliśmy się tego. Mam to tutaj – w głowie!

Planujecie wydanie "Director's Cut vol. 2"?

Nie. Jedna wystarczy. Ciężko było to zrobić i zdecydować co się na niej znajdzie bo lista była ogromna. Było więc ciężko wybrać. Jest tyle dobrego gówna, ale nie wszystko nadawało się do zrobienia przez czteroosobowy zespół rockowy.

Autor: Przemek Thiele, Miłosz Habura
Źródło: www.nuta.pl

<< Powrót



Copyright © 2004-2005 by GaCiE
www.mikepatton.neostrada.pl All Rights Reserved