Rozmiar: 52015 bajtów

Tomahawk - "Tomahawk"

Mike Patton. Pewnie zdecydowana większość z was kojarzy go jako wokalistę słynnego Faith No More. Części być może znana jest także jego działalność w "mieszaczach" z Mr. Bungle lub w awangardowym Fantomasie. Nic w tym dziwnego, gdyż te trzy wymienione przeze mnie zespoły są najbardziej znanymi z tych, w których udziela się Mike.

Ale Patton nie byłby sobą, gdyby nie zaangażował się w jeszcze jeden projekt. Ba! Jeden. Kilka projektów. Tak więc raz po raz dochodzą do nas wieści, że Mike pojawił się na płycie tego a tego wykonawcy, podpisał kontrakt z tym a z tym dla swojej wytwórni Ipecac, czy zorganizował kolejny band (jakżeby mogło być inaczej!). I właśnie do ostatnich pomysłów Pattona należy super-grupa Tomahawk. Obok byłego wokalisty Faith No More, tworzą ją ex-gitarzysta Jesus Lizard - Duane Denison, basista Kevin Rutmanis (Melvins, Cows) i były perkusista kultowego Helmet - John Steiner. Tych czterech panów postanowiło połączyć swe siły i stworzyć zespół nazywając go tak samo, jak indiański topór wojenny.

Pod koniec tego roku ukazało się pierwsze wydawnictwo Tomahawka, zatytułowane skądinąd bardzo oryginalnie - "Tomahawk". Niedawno stałem się szczęśliwym posiadaczem tego albumu. Gdy wkładałem go do odtwarzacza nie mogłem się pozbyć myśli, że za chwilę usłyszę kolejne awangardowe ekstremum w stylu Fantomasa. Ku mojemu zdziwieniu zamiast death metalowo - jazzowego łomotu usłyszałem całkiem normalną (o ile to, co robi Mike możemy nazwać normalnym) muzykę. Otwierający płytę utwór "Flashback" traktuje o wspomnieniach z dzieciństwa wywołanych przez hipnozę. Zaczyna się gitarowo - perkusyjnym motywem, po którym oczekujemy potężnego ciosu, tymczasem zamiast tego słyszymy śpiew (kolejna niespodzianka!) Pattona. Z tym, że jego głos jest przytłumiony, dobiega jakby z oddali. To instrumenty wysuwają się na pierwszy plan. Utwór kończy krzyk Mike'a i "tykanie" gitary. "101 North" rozpoczyna riff prosty, ale przez to tak genialny i wpadający w pamięć, że nie sposób przy nim usiedzieć spokojnie. Na nim też opiera się cała kompozycja. Wokal Pattona wciąż dobiega gdzieś z drugiego planu. Przez ponad 5 minut trwania utworu słyszymy ambientowy śpiew na przemian z mową wokalisty, przerywane jedynie w refrenie wykrzyczanym "Shut up!". Tę samą manierę wokalną słyszymy także na "Point and Click" gdzie od czasu do czasu Mike dodatkowo... dyszy. "God Hates a Coward" to kolejny przykład na to, że Denison i Rutmanis potrafią tworzyć świetne riffy. Po nim następuje początkowo "rozmyty" i delikatny "POP 1", aby w refrenie eksplodować w iście hardcore'owym stylu. "Sweet Smell of Success" przynosi na myśl skojarzenia z "Stripsearch" z "Album of the Year" Faith No More. W "Jockstrap" pobrzmiewają dźwięki jednoznacznie kojarzące się z "The Beautiful People" Mansona, połączone z krzykami Pattona i metalizującą gitarą. "Cul de Sac" to muzyka country, ale nie w sensie tradycyjnym. To country a la Tomahawk, w którym Mike śpiewa jak przećpany Garth Brooks nagrany na automatycznej sekretarce. Ta piosenka nie dziwi tak bardzo, gdy zaglądniemy do środka płyty. Dowiemy się tam gdzie został nagrany ten krążek. Jest to Nashville - światowa stolica country. Pewnie z tego powodu muzycy "Toporka" noszą się w kowbojskim stylu. Album kończy kompozycja senna, narkotycznie uspokajająca, słusznie zresztą zatytułowana "Narcosis".

Leniwe brzmienia, wymieszane z intrygującym brzmieniem instrumentów, nie pozbawionym pewnej dawki czadu na najwyższym poziomie okraszone wokalnymi plamami i krzykami Pattona. W takim klimacie pozostajemy przez 42 minuty trwania płyty. Tomahawk zabiera nas w podróż zadziwiającą, czasami przerażającą, ale szalenie interesującą. Zespół sprawia wrażenie jakby grał ze sobą dobrych kilka lat, a nie był dopiero, co sformowaną grupą. Bas, gitara i perkusja współgrają ze sobą tak idealnie, że naprawdę jest to godne podziwu. Natomiast, jeśli chodzi o teksty to pozostajemy w bardzo osobliwej tematyce. Masturbacja, mord, sodomia, odchody i różnorodne perwersje to tematy często poruszane przez Mike'a w lirykach. Tym razem też nie ma wyjątku.

Tomahawk jest zdecydowanie najbardziej "przystępnym" zespołem, w którym udziela się Mike Patton, od czasów Faith No More. Gdybym musiał do czegoś porównać ten band to byłaby to wypadkowa właśnie Faith No More z okresu "Album of the Year" i Fantomasa, z przewagą tego pierwszego elementu. Mogę zaryzykować stwierdzenie, że właśnie tak brzmiałoby Faith No More AD 2002.

"Tomahawk" to pozycja obowiązkowa dla każdego fana Pattona i fana inteligentnego alternatywnego rocka. Płyta nastrojowa, brutalna, piękna, obleśna, zachwycająca, osobliwa, szydercza, delikatna. Po prostu płyta rewelacyjna.

Autor: Przemek "Antipop" Nowakowski
Źródło: http://muzyka.onet.pl

<< Powrót



Copyright © 2004-2005 by GaCiE
www.mikepatton.neostrada.pl All Rights Reserved